Stulecie śmierci Josepha Conrada

IlustracjaJosepha Conrada...czyli Teodora J K Korzeniowskiego, syna Apolla i Eweliny z domu Bobrowskiej. Urodził się 3 grudnia 1857 roku w Berdyczowie na Ukrainie, zmarł 3 sierpnia 1924 roku w W. Brytanii, nie doczekawszy 67 urodzin.

Dla mnie to przede wszystkim znakomity marynista, który w swej 20-letniej karierze marynarskiej przeżył jedną katastrofę, dowodził jednym pełnomorskim żaglowcem i zasłynął, jako dość sprawny oficer i kapitan. Był pierwszym Polakiem, o którym JA wiem, że dosłużył się stopnia kapitana (Master Mariner) w brytyjskiej flocie handlowej. Pływał na kilkunastu brytyjskich statkach, przeważnie żaglowcach, choć nie brak wśród jego statków także parowców z 'Vidarem' na czele.

Żoną Conrada została pani Jessie Emmeline George. Z małżeństwa Conradów urodziło się dwóch synów, z których starszy co najmniej raz odwiedził kraj ojca.

Joseph Conrad patronował pośmiertnie jednemu z naszych trzech krążowników oraz dwu statkom handlowym. Starszy z tych ostatnich zasłynął rejsem na Daleki Wschód w połowie siódmej dekady ub. wieku; zawiózł wtedy do Indonezji Red. A. Brauna, który odbył wielką podróż po archipelagu śladami naszego marynarza i pisarza. Plonem tej podróży są dwie znakomite książki, w tym wspaniały album pt. 'Conrad -  dotknięcie Wschodu'.

Polska edycja dzieł pisarza z lat 1972-74, prowadzona przez p. Najdera, stała się w miarę pełną, kiedy w roku 1998 PIW wydał w specjalnym tomie extra wszystkie teksty, wcześniej zatrzymane przez cenzurę.Chciałoby się zobaczyć na księgarskiej półce kolejną edycję dzieł Conrada już bez nieuprawnionych ingerencji i doprowadzoną do porządku p/w terminologii morskiej. Kapitanowi Conradowi NIGDY nie przyszło służyć na OKRĘCIE, a tłumacze jego morskich dzieł z uporem maniaków nazywają na przykład bark 'Judea' z 'Młodości' OKRĘTEM (a to gruby błąd!) Wszystko, na czym JCK pływał w latach 1878-94, to były STATKI.

Okrętów za to nie brak w utworach pisarza, by wspomnieć tylko amerykański 'pancernik' o zadzierzystej nazwie 'Powhattan' w 'Nostromo'. Spory ten okręt ma - niczym swego czasu USS  'Maine' w Hawanie - bronić obywateli i interesów USA w niespokojnej stolicy Costaguany Sulaco. Aż dwa z wcale licznych swoich szkiców poświęcił Conrad katastrofie 'Titanica'. Opowiadanie Pana C. pt. 'Amy Foster' jest z pewnych względów ciekawe. Oto tu i tam pojawia się pod tytułem 'Yanko Gooral', a jego bohaterem jest polski emigrant, rozbitek ze 'straszliwej pamięci' emigranckiego statku z Niemiec o nazwie 'Herzogin Sophie Dorothea' (!!) Ma on na imię Janko i cudem uchodzi z hekatomby u brytyjskich brzegów; na gościnnej ziemi angielskiej chłopak zakochuje się w tytułowej Amy Foster, ale potem umiera wskutek choroby.

Moje ulubione dzieła Pana C. to od zawsze te związane z morzem i jego sprawami. 'Młodość', 'Tajfun', 'Falk' i parę innych oraz powieści 'Murzyn z załogi NARCYZA', 'Ocalenie', wspomniane Nostromo (Costaguana leży nad morzem, a Sulaco - jej stolica - jest portem), 'Smuga cienia', 'Korsarz' i jeszcze parę. Rozbieranego przez wszystkich na tzw. czynniki pierwsze 'Jądra ciemności' NIE LUBIĘ, podobnie, jak i powieści 'W oczach Zachodu'. Opowiadanie w ogóle do mnie nie przemawia, a powieść czeka na przeczytanie.

Osobnym powodem do dumy jest dla mnie lektura dzieł Pana C. w oryginale; kochany 'Tajfun' przeczytałem również po NIEMIECKU. Ba - przełożyłem ów 'Tajfun' osobiście z oryginału. 

To pierwsze z dzieł pana C., jakie przeczytałem ponad pół wieku temu - to literacka wizja głośnego w swoim czasie na Dalekim Wschodzie incydentu wokół parowca 'Jeddah'. Statek został nagle porzucony na morzu przez oficerów; na pokładzie pozostało kilkuset pielgrzymów do Mekki. Po szczegóły wypada odesłać zainteresowanych choćby do książki pana Sherry o wschodnim świecie Conrad. W Tajfunie na miotanym przez żywioły parowcu znajduje się ledwie dwustu chińskich kulisów. Przechodzą oni istne piekło, ale szczęśliwym trafem nikt nie płaci za podróż do domu ceny najwyższej. Ów 'Tajfun' uchodzi za opowiadanie... humorystyczne, i takie trochę jest. Dla niektórych element humoru to rzeczowy do przesady kapitan parowca, który praktycznie sam, siłą tylko swojej woli, powstrzymuje żywioły od zdruzgotania swego statku. Dla mnie czarny humor tkwi w słynnym 'pionowym ciężarze', który wśród szalejącego tajfunu co rusz wali w burty Bogu ducha winnego statku, co rzecz jasna nie poprawia sytuacji. Element niesamowitości w 'Młodości' - to szczury, opuszczające w porcie wyszykowaną do wyjścia w morze 'Judeę' - wszak one wiedzą, że Judea nigdy nie dopłynie do Bangkoku... 

Taki sam element w 'Falku' - to przeżycie posępnego 'Duńczyka a może Norwega' na bezwładnym wraku pewnego parowca z pomocniczym ożaglowaniem - wraku, na którym doszło do kanibalizmu, a z którego tylko pierwszy oficer Falk ocalał. 'Falka' pamiętam również, jako sztukę teatru telewizji, pokazywaną w ramach wieczorów z Conradem. Z adaptacji filmowych najlepsza jest dla mnie NASZA 'SMUGA CIENIA', ten film polsko-brytyjski w reżyserii Andrzeja Wajdy. Wieczory z Conradem przyniosły, poza 'Falkiem', także adaptacje m.in.  'Frei z Siedmiu Wysp', 'Korsarza', 'Murzyna z załogi NARCYZA' oraz 'Tajnego agenta'. Teraz zabieram się za lekturę 'U kresu sił', tej opowieści Conrada o całkowitym poświęceniu się ojca żeglarza dobru ukochanej córki. Tu też jest element wręcz grozy - bohater traci wzrok, o czym nie wie reszta załogi. Oczywiście Słowackiego Wysp Tropikalnych' też mam i też czytałem; taka próba przeniesienia 'Zwycięstwa' do... Warszawy (!) Strojna jedynie we włosy Alicja w ogrodzie w 'Uśmiechu fortuny' oraz kotwice chwytające wpół dziewczęta w 'Bestii' to kolejne niesamowitości; to właśnie dla nich Conrada się lubi.

WOJCIECH WACHNIEWSKI