Tajemnice Titanica

RMS 'Titanic' był dziesiątym zwodowanym i największym (46.329 BRT) z jedenastu [1] czterokominowych transatlantyków, zbudowanych w latach 1897-1914 przez pięć stoczni w trzech krajach Europy. Statki te pełniły pod trzema banderami pokojową służbę na Starym Szlaku Atlantyckim przez pół stulecia.
Starsza (zwodowana w 1910 roku) i mniejsza ('tylko' 45.324-tonowa) siostrzyca 'Titanica' - RMS 'Olympic' - de facto uratowała honor 'tercetu z Belfastu'. Jako jedyna bowiem, gruntownie przebudowana po tragedii 'Titanica', rzetelnie przesłużyła niemal ćwierć wieku, m.in. 'zaliczając' na swe konto jeden U-Boot (staranowany w maju 1918 roku na Atlantyku) i niestety jeden latarniowiec (staranowany w 1934 roku). W slużbie wojennej zdobyła zaszczytne miano 'Starej Niezawodnej' (Old Reliable).
Trzeci i największy z tych statków, s/s 'Gigantic' (48.158 BRT), któremu z powodu wojny nie było dane wejść na Szlak - w katastrofie 'Titanica' utracił był swoją... nazwę, zmienioną (jako 'zbyt wyzywająca') na s/s 'Britannic'.
Podczas przygotowań do budowy 'wielkiej trójki' dyrekcja White Star Line rozważała m.in. kwestię ilości łodzi ratunkowych. Wniosek późniejszego dyrektora stoczni Harland & Wolff - Alexandra Carlisle'a - dotyczący zainstalowania na wielkich liniowcach dodatkowego rzędu wspomnianych łodzi - został odrzucony, jako 'rozwiązanie zbyt kosztowne i zaśmiecające (!) pokład'. Na dyskusję o liczbie łodzi poświęcono kwadrans (!), podczas kiedy kwestię ornamentyki dywanów w pomieszczeniach pierwszej klasy 'wałkowano' przez bite dwie godziny!
W czasach, kiedy budowano wielkie siostrzyce dla 'Białej Gwiazdy', panowały hurraoptymistyczne nastroje co do bezpieczeństwa żeglugi morskiej. Ostatnim poważniejszym zdarzeniem 'na nie' było wtedy - w styczniu 1909 roku - zderzenie liniowca White Star Line 'Republic' (15.400 BRT) z włoskim statkiem 'Florida' we mgle na Atlantyku. Kolizja ta weszła do historii, bowiem po raz pierwszy weszło wtedy do akcji ratowniczej radio, umożliwiając niemal wszystkim osobom na transatlantyku ratunek i czyniąc bohaterem radiotelegrafistę Johna R 'Jacka' Binnsa (1884-1959). Wg niektórych źródeł - to właśnie podczas katastrofy 'Republica' po raz pierwszy nadano w akcji nowoprzyjęty sygnał wzywania pomocy, złożony z liter SOS [2].
Wodowanie kadłuba nr 401 odbyło się w ostatnim dniu maja 1911 roku. Statek otrzymał nazwę 'Titanic' BEZ jakiejkolwiek ceremonii chrztu [3]. Nie obyło się za to bez tragedii. Oto część robotników, pracujących przy wodowaniu wielkiego kadłuba, miała za zadanie pilnować, aby pochylnia, po której kadłub miał ześliznąć się do wody, nie była zanieczyszczona; inni mieli za zadanie usunąć belki, które zapobiegały niekontrolowanemu zsunięciu się kadłuba do wody. Jedna z owych belek zmiażdżyła nogę jednemu z robotników stoczniowych, który mimo natychmiastowej pomocy zmarł wkrótce potem [4].
Przed wypłynięciem liniowca w [jedyny] rejs doszło do roszad w jego obsadzie oficerskiej. Oto wyznaczony na dowódcę 'Titanica' kapitan Edward J Smith (1850-1912) zabrał ze sobą z 'Olympica' swego starszego oficera, Henry'ego T Wilde'a (1872-1912). W ten sposób William M Murdoch (1873-1912) i Charles H Lightoller (1874-1952) - początkowo przewidziani na stanowiska starszego i pierwszego oficera liniowca - zostali 'zdegradowani' (każdy o jeden stopień), zaś David Blair (1874-1955), niedoszły drugi oficer 'Titanica', został z tego statku odwołany. Odchodząc z liniowca, Blair zamknął w szafce w swej kabinie ową lornetkę, której miało jakoby zabraknąć fatalnej nocy obsadzie 'bocianiego gniazda' liniowca.
Dzień przed wypłynięciem w dziewiczy rejs, w zasobni tuż przy grodzi wodoszczelnej w rejonie piątej kotłowni 'Titanica', z nieznanych przyczyn zapalił się węgiel. Ogień udało się opanować, lecz pożar uszkodził wspomnianą gródź. Uszkodzone miejsce zasmarowano następnie olejem i przykryto. Wiadomość o przygodzie z pożarem w zasobni kierownictwo i załoga statku utajnili przed pasażerami w obawie przed ich utratą [5]. Podczas katastrofy osłabiona przez ogień gródź pękła pod naporem mas wody i spowodowała szybsze zatonięcie liniowca.
Nie obyło się bez problemów już podczas wypłynięcia transatlantyku z Southampton. Wielki liniowiec, płynąc stosunkowo płytkim kanałem portowym, w pewnym momencie literalnie 'przyssał' do siebie kadłub znacznie mniejszego 'pasażera' (ss 'New York' [6]), zacumowanego do jednego z nabrzeży; o mały włos oderwany od swego miejsca postoju statek byłby staranował swoim ostrym dziobem burtę olbrzyma, lecz załogi holowników portowych zdołały temu zapobiec. Część pasażerów 'Titanica' odebrała to wydarzenie jako zły znak i w irlandzkim porcie Queenstown (dziś Cobh) zeszła z pokładu liniowca, unikając w ten sposób niemal pewnej śmierci.
Za zły omen wzięto też 'wygłup' jednego z palaczy transatlantyku. Umorusany niczym diabeł mężczyzna w pewnym momencie wychylił się z ostatniego 'ślepego' komina statku. Pewna liczba przerażonych 'piekielnym' wybrykiem palacza postanowiła opuścić w Queenstown pokład liniowca. Również oni uszli w ten sposób niemal pewnej śmierci.
Sama katastrofa 'Titanica' nastąpiła m.in. w wyniku szeregu błędnych decyzji, podjętych na pokładzie przez kierownictwo i oficerów. Wystarczyła drobna zmiana choćby jednego ogniwa w tym 'łańcuszku', a do tragedii mogłoby nie dojść. Za przykład niech posłuży tu zachowanie się pierwszego oficera Williama Murdocha, który trzymał feralną wachtę na mostku, po dostrzeżeniu przez obserwatorów góry lodowej i przekazaniu wiadomości o niej na mostek 'Titanica'. Pierwszy oficer polecił sternikowi wykonać zwrot w lewo [7], wydając jednocześnie obsłudze maszyn rozkaz 'cała wstecz'. Gdyby kazał jedynie wykonać zwrot, lub jedynie przestawić na wsteczny bieg obie maszyny parowe liniowca [8] - to 'Titanic' albo ominąłby lodową górę prawą burtą, albo wbiłby się w nią dziobem nie tonąc [9].
Góra lodowa dostrzeżona została na 'Titanicu' stosunkowo późno. Oprócz braku wspomnianej wcześniej lornetki w 'bocianim gnieździe' liniowca 'zadziałały' trzy inne czynniki - góra niedawno się przewróciła i pokryta była warstwą soli, która ropraszała padające na nią z nieba światło gwiazd [10]; noc była bezwietrzna i przy górze nie powstał przybój; nie wystawiono też obserwatorów na pokładzie statku [11].
Wbrew rozpowszechnionej wersji - s/s 'Titanic' nie był pierwszym statkiem z którego nadano sygnał SOS. Sygnał ten został zatwierdzony w roku 1908, lecz radiooperatorzy brytyjscy używali go rzadko (zob. wyżej). Radiotelegrafiści 'Titanica' - John G 'Jack' Phillips (1887-1912) i Harold S Bride (1890-1956) - nadawali początkowo 'stary' sygnał CQD; w pewnym momencie Bride zasugerował Phillipsowi nadanie 'nowego' sygnału (SOS) dodając, iż 'może to być ostatnia szansa, by go w ogóle nadać'. Od tego momentu Phillips nadawał oba sygnały - CQD i SOS - na zmianę.
Oficerowie tonącego liniowca widzieli na horyzoncie 'zastopowany' statek średniej wielkości, którego załoga nie reagowała na sygnały świetlne, nadawane przez IV oficera J G Boxhalla (1884-1967) - być może dlatego, że wystrzeliwane z 'Titanica' rakiety były białe. Rakiety 'alarmowe' mają kolor czerwony, więc załoga zastopowanego statku mogła przyjąć 'sygnały' za jedną z atrakcji dla pasażerów wielkiego 'lajnera'. Statkiem zaobserwowanym z pokładu 'Titanica' był s/s 'Californian' - frachtowiec brytyjskiej Leyland Line o pojemności brutto nieco ponad 6200 RT., dowodzony w tym czasie przez kapitana S Lorda (1877-1962). Wieloletnie śledztwo, prowadzone po katastrofie, wykazało, iż s/s 'Californian' mógł pośpieszyć z pomocą tonącemu 'Titanicowi', ale kapitan Lord nie zrobił tego, ignorując całe zdarzenie i grożąc swojej załodze zemstą w razie ujawnienia tego faktu. O wyjaśnienie całej sprawy przez lata zabiegał amerykański dziennikarz Walter Lord (1917-2002) [12], który pozostawił nam swoją 'Pamiętną noc' - jedną z najlepszych i najlepiej znanych książek o 'Titanicu' i jego katastrofie.
RMS 'Titanic' istniał przez dwadzieścia cztery i pół miesiąca [13].
W ciągu całego 'żywota' statku tylko jeden raz - w Wielki Piątek 1912 roku - podniesiono na nim tzw. 'wielką galę banderową'.
Liniowiec ani razu nie zawinął do swego portu rejestracji [14] - Liverpoolu.
Nie zdołał też pokonać Atlantyku [15].
Zatonięcie 'Titanica' bynajmniej nie było największą tragedią morską XX wieku. W końcu stycznia 1945 roku radziecki okręt podwodny S-13 zatopił na wysokości Łeby niemiecki motorowiec 'Wilhelm Gustloff' (1938, 25.484 BRT). Ten dawny wycieczkowiec KdF, straszliwie przeładowany w swym ostatnim rejsie - zatonął po 62 minutach od trafienia ostatnią z trzech sowieckich torped; razem ze statkiem zginęło - wg różnych źródeł - od pięciu do niemal dziesięciu tysięcy ludzi, w większości cywilnych uciekinierów ze wschodnich terenów 'Wielkiej Rzeszy'. Po drugiej wojnie światowej występuje w Niemczech z gruntu błędna, ale i bardzo trudna do wykorzenienia - tendencja do nazywania 'Gustloffa'... 'Titanikiem' (!) Hitlera.
Tuż po zatonięciu 'Titanica' rozeszły się plotki o tym, że do katastrofy liniowca doszło jakoby z powodu dziwnego przesłania w rzekomym 'numerze seryjnym' (?!) statku: 390904. Czytany w lustrze, numer ten 'zamienia się' w słowa 'NO POPE' (Precz z papieżem). Rzecz jednak w tym, iż Bogu ducha winien statek nigdy i nigdzie nie figurował pod tym 'numerem seryjnym'. Wg innych plotek na prawej (?) burcie liniowca miano umieścić bluźnierczy napis 'Ani Boga, ani Pana!' Kolporterzy owych rewelacji posuwali się jeszcze dalej, twierdząc, iż krytycznej nocy statek uderzył w lodową górę tym fragmentem prawej burty, na którym znajdować się miał wspomniany napis.
Wyjątkowo długowieczna okazała się wierutna bujda o tym, jakoby RMS 'Titanic' miał uczestniczyć w wyścigu po bardzo w jego czasach pożądane przez armatorów trofeum - Błękitną Wstęgę Atlantyku. Niestety - olbrzym z Belfastu nie miał w owym wyścigu najmniejszych szans. Będąc bowiem o połowę większym od ówczesnej posiadaczki Wstęgi - cunardowskiej 'Mauretanii' (31.938 BRT) - dysponował napędem o jedną trzecią słabszym od turbinowca z Newcastle.
W roku 1898 - czternaście lat przed katastrofą 'Titanica' - dość mało znany amerykański pisarz nazwiskiem Morgan Robertson (1861-1915) napisał powieść pt. 'The Wreck of Titan' (Zagłada Tytana) [16] o fikcyjnym liniowcu s/s 'Titan', który jest największym, najnowocześniejszym i najbardziej luksusowym statkiem pasażerskim swoich czasów. 'Titan' Robertsona, statek o pojemności 45.000 ton - odpowiada z grubsza 'Titanicowi' [17]. Podczas dziewiczej podróży z Wielkiej Brytanii do USA liniowiec zderza się - mniej więcej w tej samej co 'Titanic' pozycji, ale inaczej niż liniowiec White Star - z wielką górą lodową i tonie z olbrzymią większością ludzi na pokładzie, gdyż ma zbyt mało łodzi ratunkowych. Z życiem z katastrofy 'Titana' uchodzi tylko trzynaście (!) osób [18].
Za najlepszą niebrytyjską powieść o tragedii 'Titanica' wciąż uważana jest niemiecka 'Tragedia olbrzyma' Josepha P von Felinau (1895-1978). W swej pierwszej wersji jest ona pełna nieskrywanej Schadenfreude [19] i przesiąknięta niemieckim szowinizmem, choć nie brak w niej również przebłysków humoru. Odpowiednio czytana - ujawnia jednak solidną wiedzę autora o statku, jego czasach i katastrofie. W latach powojennych von Felinau zmodyfikował swoją 'Tragedię', czyszcząc ją ze wspomnianego wyżej szowinizmu i... zmieniając nazwisko (de facto) głównego jej bohatera, drugiego oficera liniowca [20].
Żaden z czterech uratowanych oficerów 'Titanica' nigdy nie otrzymał samodzielnego dowództwa na morzu. Drugi oficer C H Lightoller zasłynął jednak, uczestnicząc na swoim jachcie 'Sundowner' w ewakuacji z plaż koło Dunkierki niedobitków 'korpusu ekspedycyjnego' generała Johna S S P Verekera (lorda Gort, 1886-1946), rozbitego przez oddziały niemieckie podczas przegranej z kretesem przez Sprzymierzonych kampanii francuskiej. Czwarty oficer - wspomniany już Joseph G Boxhall - współpracował jako konsultant z ekipą filmowców, kręcącą 'Pamiętną noc', ten najlepszy jak dotąd ze wszystkich [21] filmów o 'Titanicu' i jego katastrofie. Boxhall zmarł w 1967 roku i został pochowany w morzu, jako ostatni z czwórki uratowanych oficerów pokładowych statku. Sławę zdobył również piąty oficer 'Titanica' Harold G Lowe (1882-1944), który w noc katastrofy jako jedyny po zatonięciu liniowca skierował dowodzoną przez siebie łódź ratunkową na miejsce tragedii, by spróbować ratować pływających w wodzie rozbitków.
W czasach 'Titanica' radiotelegrafiści nie byli członkami załóg statków, lecz pracownikami kompanii telegraficznych, wynajmowanymi przedsiębiorstwom żeglugowym do pracy na statkach. Nie było także obowiązku utrzymywania całodobowego nasłuchu radiowego. Telegrafiści pracowali po kilka godzin dziennie, głównie przekazując na ląd depesze co bogatszych pasażerów. Niektórzy telegrafiści potrafili z... nudów (!) 'bawić się' zakłócaniem korespondencji prowadzonej w eterze przez kolegów po fachu, pracujących dla konkurencji. Po katastrofie 'Titanica' zasady zmieniono: radiotelegrafiści stali się radiooficerami na statkach i zostali zobowiązani do pełnienia wacht w radiostacji przez całą dobę.
WOJCIECH WACHNIEWSKI
- Dwunasty i największy z całego tuzina - s/s 'Britannic' - nigdy nie wszedł do służby na Oceanie (zatonął w listopadzie 1916 roku na Morzu Śródziemnym, jako statek szpitalny).
- Sygnał ten, podobnie, jak poprzedni (CQD - C[ome] Q[uickly] D[anger]) - bywał i bywa 'rozwijany', jako 'Save Our Souls'; przyjęto go jednak raczej ze względu na charakterystyczne brzmienie, m.in. po konsultacjach z muzykologami. Pierwszym statkiem, którego telegrafista użył sygnału SOS w sytuacji zagrożenia po wejściu na skały w rejonie Azorów, była w czerwcu 1909 roku cunardowska 'Slavonia'.
- Scena chrztu 'Titanica' w filmie 'Pamiętna noc' jest fikcyjna.
- Rodziną zmarłego zaopiekował się m.in. konstruktor 'Titanica', pan Thomas Andrews (1873-1912)
- Pożar węgla w zasobni to bardzo niebezpieczne zdarzenie ze względu na możliwość eksplozji mieszaniny pyłu węglowego z powietrzem. Podobny przypadek wydarzył się 15 marca 1883 roku na Oceanie Indyjskim na pokładzie brytyjskiego barku 'Palestine', którego drugim oficerem był wówczas Polak, T J K Korzeniowski (1857-1924). Drewniany bark rozerwany wybuchem wspomnianej mieszaniny zatonął - na szczęście, bez strat w załodze.
- Niewiele brakło, a wspomniany 'New York' trafiłby pod... polską banderę handlową.
- Wykonanie zwrotu w lewo wymagało obrotów kołem sterowym w prawo.
- Biegu turbiny przestawić nie było można.
- Projektując podział wodoszczelny kadłuba, konstruktorzy 'Titanica' przyjmowali ewentualność czołowego zderzenia statku z przeszkodą.
- Taka góra nosi nazwę 'niebieskiej' - brak jest przy niej silnego odblasku lodu.
- Przy żegludze przez pola lodowe można wystawić takich obserwatorów na pokładzie z poleceniem obserwowania gwiazd tuż nad horyzontem przed dziobem statku; ewentualna góra lodowa je przysłoni.
- Dziennikarz Walter Lord nie był krewnym kapitana Stanleya Lorda.
- Od dnia położenia stępki pod kadłub nr 401 (31 marca 1909 roku) do zatonięcia liniowca (15 kwietnia 1912 roku) minęło dokładnie 1111 - tysiąc sto jedenaście - dni.
- Nazwę swego portu rejestracji statek miał wypisaną na rufie, pod nazwą własną.
- ...i prawdę mówiąc NIE ZASŁUGUJE na miano 'liniowca transatlantyckiego'
- Powieść ta wg innych źródeł nosi tytuł 'Futility' (Próżność).
- W wydaniach po 1912 roku s/s 'Titan' jest większy - ma aż 70 (!) tysięcy BRT.
- Literatura i X Muza (film) wykazują pospołu niezrozumiałe i niezdrowe zainteresowanie hekatombami na morzu. Obok 'Titana' z powieści uwagę zwraca też wielki (i zużyty latami eksploatacji) s/s 'Poseidon', który w filmie z lat 1970-tych płynąc z pasażerami na złomowanie (!!!) zostaje przewrócony do góry dnem (!) przez... falę tsunami na Morzu Śródziemnym (!!!) i którego katastrofę przeżywa jedynie sześć osób. Idiotyczny - choć inspirowany autentycznymi wydarzeniami - film o fikcyjnym na szczęście 'Poseidonie' (ale, o horror - z... TĄ 'Queen Mary' w 'roli głównej'!) doczekał się równie głupiego jak on sequela (z Telly Savalasem [1922-94] w jednej z głównych ról) i remake'u, w którym na pokładzie statku podróżują m.in. arabscy terroryści, planujący wysadzenie wycieczkowca w powietrze na pełnym morzu. Szatański zamysł udaremnia im tsunami, przewracając spory statek do góry dnem.
- Die Schadenfreude - to po niemiecku 'radość z (cudzego) nieszczęścia' - uczucie nieobce, niestety, także i nam...
- W pierwszej wersji 'Tragedii' bohater ten - rodem z Erfurtu - nosi nazwisko Pittmann i wzorowany jest na postaci historycznej, a to jednym z hochsztaplerów, który wykorzystując podobieństwo swego nazwiska do nazwiska trzeciego oficera 'Titanica' (H J Pitmana [1877-1961]) postanowił zbić na tym fortunę, co mu się nawet udało.
- Drugie miejsce w 'klasyfikacji' filmów o 'Titanicu' zajmuje dzieło panów Selpina i Klinglera z... Trzeciej Rzeszy, obraz z (TĄ!) 'Cap Arconą' w 'roli głównej'.
WOJCIECH WACHNIEWSKI
